Eduscience

Eduscience

Kiedy w Polsce wiosna stała się już faktem, a część z Was zaczyna powoli myśleć o wakacyjnych wyjazdach, na Wyspę Króla Jerzego w odległej Antarktyce powoli nadciąga zima. Na wybrzeżu Zatoki Admiralicji pingwiny i ssaki płetwonogie pojawiają się już okazyjnie, ale nie sposób nie wspomnieć o niesamowitych spotkaniach z nimi podczas krótkiego antarktycznego lata.

Temperatury powietrza na „Arctowskim” coraz częściej już spadają poniżej 0°C (na razie zarejestrowaliśmy kilka dni, kiedy temperatura wynosiła w granicach –10°C; większe mrozy dopiero przed nami), za oknami hula wiatr niosący lekkie zamiecie śnieżne i sztormy w Zatoce Admiralicji o różnym nasileniu, a spod częściowej pokrywy śnieżnej gdzieniegdzie nieśmiało prześwitują niewielkie obszary tundry. W okolicy od czasu do czasu pojawiają się pojedyncze osobniki pingwinów białobrewych (jeden z trzech gatunków występujących na Wyspie Króla Jerzego, pozostałe, pingwiny Adeli i maskowe, przeniosły się na dobre na otwarte morskie wody), które ślizgają się na zamarzniętych kałużach, bo są bardzo ciekawskie i lubią się bawić.

Oprócz nich na wybrzeżu można spotkać nieliczne słonie morskie, foki Weddella i krabojady, a w powietrzu nadal jeszcze można wypatrzyć wydrzyki antarktyczne, pochwodzioby białe czy mewy południowe.

Cała fauna powoli przygotowuje się do antarktycznej zimy, ale to okres letni obfitował w niesamowite i czasami humorystyczne spotkania ze zwierzętami. Pomijając ciągłe interakcje naukowców z okoliczną fauną, podczas monitoringu ssaków płetwonogich czy liczenia gniazd wydrzyków antarktycznych bądź obserwacji czynionych przez pozostałych pracowników Stacji w czasie spacerów lub wycieczek, w pamięci mam trzy szczególnie zabawne historie. Świadczą one o niesamowitej bliskości człowieka z przyrodą Antarktyki, zwierzętami, które niczego się nie boją – w końcu są u siebie i to my powinniśmy zachowywać się tutaj jak goście.

Pierwszym ssakiem, którego spotkaliśmy zaraz po przyjeździe do Stacji, jeszcze w listopadzie, był krabojad. Wygodnie się umościł w zaspie tuż pod oknami głównego budynku, zwanego „Samolotem”, i smacznie spał przez dobę. Kiedy jednak się obudził, prysnął czar jego słodyczy, bo przeniósł się na główną ścieżkę i groźne fukał na każdego, kto próbował obok niego przejść. A innej bezpiecznej drogi nie było, chyba że wybrało się przedzieranie przez okoliczne zaspy. Zdarzyło się, że nawet dwie osoby pogonił i te w ataku paniki wpadły w głębszy śnieg. Po trzech dniach, kiedy już należycie zwiedził okolice wszystkich budynków i nafuczał na wszystkich, przeniósł się do morza, gdzie spędza większość swojego życia (krabojady na ląd wychodzą okazyjnie; żyją raczej w większych stadach i w pobliżu paku lodowego, na którym się rozmnażają).

Niewątpliwymi bohaterami naszej antarktycznej codzienności są pingwiny. Raz zaobserwowaliśmy pingwina Adeli, który skradał się po zaspie przylegającej do ścian „Samolotu” i bezczelnie podglądał przez szybę ludzi w mesie (czyli  świetlicy – miejscu spotkań i spożywania posiłków). Być może chciał wprosić się na obiad, a być może był to odwet za nasze podglądanie – część okien pokoi zimowników (osób spędzających w Stacji cały rok) wychodzi na tzw. mszarnik, czyli dość spory, chroniony obszar pokryty mchami, na którym często można spotkać pingwiny. Nie ukrywamy, że nasze pokoje to doskonałe punkty obserwacyjne…

Kolejnym, zabawnym wydarzeniem (bardziej chyba dla jego sprawców, niż dla nas) było taplanie się małych słoni morskich (zwanych również mirungami południowymi) w naszym zbiorniku wody pitnej. Zbiornik znajduje się kilkadziesiąt metrów od Stacji i jest zasilany wodą opadową spływającą z gór. W momencie tego wydarzenia był pokryty lekką warstwą lodu, ale słoniki znalazły miejsce, w którym lód był wytopiony i zaczęły się radośnie taplać (matki już je zostawiły, a ich niemowlęca sierść się zmieniała, niebawem miały wejść same do wody i uczyć się samodzielności, w naszym zbiorniku wody pitnej zaczynały wchodzić w dorosłe życie…). Widok tych słodkich kilkudziesięciokilogramowych maluchów może i był uroczy, ale jakoś prędko odechciało nam się kąpać (w końcu inna flora bakteryjna, sami rozumiecie). Nie pomogły niestety żadne prośby ani groźby i musieliśmy liczyć na dobra wolę słoników, które w końcu znalazły sobie inne miejsce do leżakowania.

Antarktyka prawie codziennie dostarcza nam podobnych, niesamowitych wrażeń. Uczestniczenie w tym spektaklu przyrody na żywo to doskonała lekcja nie tylko biologii, ale również szacunku do otaczającego nas środowiska.

Chętnie opowiemy Wam osobiście o tym miejscu i jego mieszkańcach podczas lekcji, które poprowadzimy w czerwcu prosto stąd. Już teraz serdecznie na nie zapraszamy!

Tekst: Dagmara Bożek-Andryszczak

Galeria zdjęć

Zegarmistrzowie języka

Postrzeganie czasu jest dla funkcjonowania ludzkiego umysłu kluczowe. Jego zaburzenie powoduje trudności np. w komunikacji językowej. Prowadzone przez nas badania pokazują, jak można naprawić zepsuty „zegar neuronalny” u osób z trudnościami…

Czytaj więcej

Co ma tundra do dwutlenku węgla?

Tundra to przykład biomu, czyli obszaru o określonym świecie roślinnym i zwierzęcym w danej strefie klimatycznej. Występuje głównie na półkuli północnej na obszarze Arktyki i pokrywa ok. 20% powierzchni Ziemi.

Czytaj więcej