Eduscience

Eduscience

Kiedy oglądasz w telewizji relacje, w których huragan pustoszy wybrzeże USA albo strażacy walczą z pożarami buszu w Australii, myślisz sobie: mnie to nie dotyczy, bo to się dzieje na drugim końcu świata. Jednak pogoda nie respektuje granic państw. Co więcej – wielka susza w Australii i powódź w Polsce w 1997 roku miały najpewniej tę samą przyczynę. El Niño.

Nie możemy się dłużej oszukiwać. Od tysięcy lat żyjemy w globalnej wiosce. Internet nam to tylko uświadomił. Błyskawiczna wymiana informacji, w tym danych obserwacji naukowych, pozwoliła z całą pewnością stwierdzić, że nasza planeta wraz z otaczającą ją atmosferą to sprawnie funkcjonujący organizm, w którym wszystko jest ze sobą powiązane. To, że być może nie wszystkie powiązania udało się do tej pory odnaleźć, to inna sprawa. Wiemy jednak, że nagrzanie wód Atlantyku spowoduje powstanie huraganów pod koniec lata i że przemieszczać się one będą na zachód, że ruch obrotowy Ziemi jest odpowiedzialny za pasaty –wiatry wiejące stale w okolicach równika, a także to, że jeśli powstaną naprężenia w płytach tektonicznych, to może wystąpić trzęsienie ziemi.

Jeśli chodzi o El Niño, to peruwiańscy rybacy znali to zjawisko od wielu pokoleń. Jednak poza nimi mało kto o nim wiedział. Dopiero w latach 60. XX wieku naukowcy uświadomili sobie, że cieplejsze niż zwykle wody Pacyfiku u wybrzeży Ameryki Północnej skutkują katastrofalnymi powodziami w Peru, Ekwadorze i Chile z jednoczesnymi suszami w Australii i Indonezji. Musiało upłynąć kolejne 10 lat, żeby świat naukowy zauważył, że skutki tego zjawiska mają charakter globalny.

Czym jest El Niño? Najkrócej rzecz ujmując, jest to anomalia pogodowa wywołana zmianami w rozkładzie cieplejszej i chłodniejszej wody na Oceanie Spokojnym. Co to oznacza? El Niño jest doskonałym przykładem sytuacji, gdzie dość niewielka zmiana warunków początkowych niesie ze sobą katastrofalne skutki dla wielu obszarów naszej planety. W normalnej sytuacji wiatr wiejący z zachodu na wschód spycha nagrzane w czasie lata wody Pacyfiku w stronę Indonezji i północnego wybrzeża Australii. Tym sposobem u wybrzeży Ameryki Południowej robi się „wolne miejsce”, które jednak jest szybko zapełniane chłodniejszą wodą z głębin. Jest to tzw. zjawisko upwellingu, czyli wynoszenia. Płynący tu zimny Prąd Peruwiański jest niezwykle bogaty w plankton, a co za tym idzie, aż roi się w nim od ryb. Wyniesienie jego wód bliżej powierzchni oceanu dla rybaków oznacza prawdziwy raj.

Jednak co kilka lat ten naturalny rytm zostaje zaburzony. Z nie do końca poznanych powodów wiatr wiejący na zachód słabnie, ciepłe wody Pacyfiku nie odpływają w stronę Australii, a chłodna i żyzna woda znajduje się zbyt głęboko pod powierzchnią oceanu, żeby rybacy mogli korzystać z jej bogactw. Jednak to nie wszystko. Nad ciepłymi wodami zalega ciepłe i wilgotne powietrze. W normalnej sytuacji odpłynęłoby ono na zachód, aby przynieść ulgę wysuszonym terenom północnej Australii, Indonezji i Indiom. Tymczasem ulewy pojawiają się w suchej zazwyczaj zachodniej Ameryce Południowej. Powodują one gigantyczne straty materialne, nie wspominając o ofiarach śmiertelnych. Lawiny błotne niszczą całe osiedla i infrastrukturę. Efekty dają się także zauważyć dalej na północ, w Stanach Zjednoczonych. Tam gwałtowne sztormy niszczą plaże i porty. Tymczasem w Australii panuje dotkliwa susza i zaczynają szaleć pożary buszu. Brakuje też wody w Indonezji i Indiach.

Ponieważ zjawisko to występuje zazwyczaj w okolicy świąt Bożego Narodzenia peruwiańscy rybacy nadali mu nazwę El Niño, co po hiszpańsku znaczy: dzieciątko (od Dzieciątka Jezus) lub po prostu chłopiec.

Ponieważ anomalia nie występuje regularnie, a także może być słaba lub silna, naukowcy za wszelką ceną chcą poznać przyczyny jej powstawania i, co ważniejsze, sposoby przewidywania. W 1982 badacze sądzili już, że wiedzą o El Niño wystarczająco dużo i ogłosili, że nie ma żadnych przesłanek, aby w najbliższym czasie miało ono nastąpić. Jednak natura spłatała im wielkiego figla, bo nie dość, że efekt wystąpił jeszcze w tym samym roku, to był wyjątkowo silny. Klęska suszy jaka nawiedziła wtedy południową i południowo-wschodnią Azję spowodowała straty warte 13 miliardów dolarów. Zmarło około 2 tysięcy ludzi.

Po tej bolesnej lekcji postanowiono umieścić na Pacyfiku w okolicach równika specjalne boje, które miały mierzyć temperaturę wody i powietrza, jego ciśnienie a także kierunek wiatrów. Do 1994 roku wszystkie 70 urządzeń było na swoich miejscach i od tamtej pory przesyłają do ośrodków badawczych dane 6 razy na dobę. Trafiają one także do agencji rządowej w USA (NOAA – Narodowa Administracja ds. Oceanów i Atmosfery – odpowiednik polskiego Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej), gdzie są analizowane. Pierwszy sukces tego systemu pojawił się już po 3 latach od uruchomienia, bo w 1997 roku. Instrumenty pomiarowe wskazywały, że niebawem wystąpi efekt El Niño. Pozwoliło to m.in. na zbudowanie w Peru zbiorników retencyjnych, wybudowaniu falochronów u wybrzeży Ameryki Północnej, zgromadzeniu zapasów żywności, ostrzeżeniu ludności przed suszą i ewentualnymi pożarami w Australii i Indonezji.

Przewidywania sprawdziły się. El Niño z 1997 roku było najsilniejszym dotychczas zanotowanym (choć w historii mogły występować jeszcze silniejsze, tego nie wiemy). Jednak dzięki wcześniejszym przygotowaniom dało się znacznie ograniczyć straty nim spowodowane.

Ponieważ oceany stanowią ponad ¾ powierzchni naszej planety, a Pacyfik jest największym zbiornikiem na Ziemi (mieści się w nim niemal połowa światowych zasobów wody) , trudno zakładać, że zmiany pogodowe w jego basenie nie mają wpływu na pogodę w pozostałych częściach świata. Oczywiście, w przypadku El Niño wszelkie odchylenia od pogodowej normy są najsilniejsze przede wszystkim na zachodzie obu Ameryk, oraz w Australii, czy Indonezji. Jednak globalny efekt tego zjawiska to nie przypuszczenie, tylko fakt. W czasie jego trwania Nad Zatoką Meksykańską zimy są cieplejsze i wilgotne, za to na północy Stanów jest ciepło i sucho. W Indiach nie pojawiają się opady monsunowe, za to w południowo-zachodniej Afryce dosłownie leje.

Choć Europa leży dokładnie po drugiej stronie kuli ziemskiej, także i tutaj daje się zauważyć wpływ anomalii pacyficznych. W basenie Morza Śródziemnego występują wtedy bardzo wysokie temperatury, za to bardziej na północ kontynentu obfite opady. Tak zwana powódź tysiąclecia, która w lipcu 1997 roku nawiedziła Polskę i Czechy, ale także Niemcy, Austrię i Słowację została spowodowana najpewniej tym wyjątkowo silnym efektem El Niño. Przypuszcza się nawet, że wielka klęska nieurodzaju – długotrwałe susze i powodzie na zmianę – z 1788 i 1789 roku, która przyczyniła się bezpośrednio do wybuchu Rewolucji Francuskiej, także wywołana była niewielką zmianą temperatury wody w Pacyfiku…

Nie można więc udawać, że nie dotyczy nas to, co się dzieje na drugim końcu świata. Ziemia wbrew pozorom nie jest taka duża, a kontynenty i oceany nie są oddzielnymi, szczelnymi pudełkami, z których nic się nie przedostaje na zewnątrz. Nawet niewielka zmiana w jednym miejscu może skutkować drastycznymi zmianami setki kilometrów dalej. Ale spokojnie, nie ma się co bać. Po prostu warto o tym wiedzieć.

 

Alicja Kawka

 

Na podstawie materiałów zaczerpniętych ze stron:

www.ucar.edu

www.cpc.ncep.noaa.gov

www.pmel.noaa.gov

www.shrimpnews.com

www.twojapogoda.pl

www.eioba.pl

Galeria zdjęć

Zielone wtorki z Scientix - seria webinariów

Serdecznie zapraszamy do udziału w webinariach cyklu „Zielone Wtorki z Scientix”. Co dwa-trzy tygodnie (we wtorki o godzinie 17.00) zaprosimy Państwa na spotkania online wokół tematów środowiskowych. Poprowadzą je pracownicy Instytutu Geofizyki…

Czytaj więcej

Dołącz do projektu polarnego dla szkół

Drodzy Nauczyciele, mamy dla Was i dla Waszych szkół kolejną projektową propozycję Projekt EDU-ARCTIC2 oferuje ciekawe pakiety, z którymi uczniowie mogą pracować samodzielnie lub pod Waszym okiem, a także webinaria polarne i filmy 360 stopni…

Czytaj więcej