Eduscience

Eduscience

Ekologiczne czy też naturalne podejście do życia? To w pewnym sensie wyznacznik współczesnych czasów. Ekologia tryumfalnie wkracza lub cichcem wkrada się praktycznie w każdą sferę życia. Owe wejścia wyjątkowo spektakularnie prezentują się tam, gdzie kiedyś królowała chemia.

Ekologiczne czy też naturalne podejście do życia? To w pewnym sensie wyznacznik współczesnych czasów. Ekologia tryumfalnie wkracza lub cichcem wkrada się praktycznie w każdą sferę życia. Owe wejścia wyjątkowo spektakularnie prezentują się tam, gdzie kiedyś królowała chemia.

Do niedawna pranie, mycie i zmywanie kojarzone było ze detergentami, sztucznymi substancjami mającymi zgubny wpływ na środowisko naturalne. Wydawać by się mogło, że nie ma alternatywy dla proszków, płynów czy mydeł. Wystarczy jednak tylko nieco zagłębić się w historię człowieka… Przecież nieodłącznym elementem życia obecnie i wieki temu jest … brudzenie się i brudzenie przestrzeni, w której człowiek żyje i pracuje. Kiedyś bez współczesnych zdobyczy inżynierii chemicznej, człowiek też jakoś radził sobie, mył się, prał i sprzątał.

Saponiny – co to takiego i gdzie występują?

Dawniej drogerią czy mydlarnią z chemią gospodarczą była sama natura, która pod bardzo różną postacią dostarczała naturalne substancje myjące. A tymi naturalnymi substancjami pomagającymi usunąć różnego rodzaju zabrudzenia są saponiny (z łac. sāpō, dop. sāpōnis – "mydło"), grupa związków chemicznych należących do glikozydów. W ich skład wchodzą dwie części: aglikon – sapogenina (sapogenol) i glikon – sacharyd (cukier). Są wytwarzane przez wiele roślin oraz przez niektóre zwierzęta jak organizmy morskie, np. strzykwy.

Substancje te wykazują zdolność obniżania napięcia powierzchniowego roztworów wodnych. Pienią się w wodzie jak mydło (szczególnie obficie w ciepłej wodzie), dlatego organy roślinne bogate w saponiny stosowano jako jego namiastkę.

Saponiny wykazują również działanie lecznicze: moczopędne, wykrztuśne, wzmagają wydzielanie śluzu, wzmagają procesy wchłaniania składników pokarmowych z jelit do krwi, przeciwzapalnie, przeciwbakteryjne, pierwotniakobójcze, przeciwgrzybicze i przeciwwirusowe, pobudzają wydzielanie soku żołądkowego, żółci i soku jelitowego. Mogą wpływać na poziom cholesterolu. Nasilają trawienie tłuszczów. Niektóre z nich są jednak truciznami.

Saponiny występują najczęściej w skórce łodyg i owoców oraz w korzeniach, m.in. takich roślin jak: zapian (mydleniec, Sapindus saponaria), lukrecja gładka (Glycyrrhiza glabra), mydlnica lekarska (w korzeniach, Saponaria officinalis), łyszczec (w korzeniach u kilku gatunków Gypsophila), nagietek lekarski (Calendula officinalis), kasztanowiec zwyczajny (Aesculus hippocastanum), naparstnica (Digitalis), winorośl (Vitis), oliwki (Olea europaea), żeń-szeń (Panax ginseng), soja (Glycine), jukka (Yucca), aloes (Aloe), komosa ryżowa (Chenopodium quinoa), kłęk amerykański (Gymnocladus dioica), gwiazdnica pospolita (Stellaria media). Saponiny w dużych ilościach wytwarzane są przez mydlnicę lekarską (Saponaria officinalis z rodziny goździkowatych), rodzimy pieniacz, którego kłącze także może być używane do usuwania brudu.

Orzech piorący

Jedną z roślin, wyjątkowo bogatych w saponiny (aż 15%), jest azjatycki gatunek drzewa, należącego do rodziny nomen omen mydleńcowatych (Sapinidaceae) – Sapindus mucorossi, jego owoce są potocznie zwane orzechem piorącym lub kasztanem piorącym.

W zasadzie wykorzystywane są tylko łupiny jego owoców. Każdy pojedynczy używany do prania tzw. kasztan czy orzech sapindusa to z botanicznego punku pestkowiec – mięsisty, na ogół jednonasienny owoc, a „łupiny” to wysuszona owocnia (perykarp). Przykładem pestkowca (dla tych co zapomnieli botaniczne niuanse) są np. śliwki.

„Orzechy piorące” zdobyły współcześnie na świecie ogromną popularność. Drzewem rodzącym takie owoce jest Sapindus mukorossi, który  rośnie na wysokości 200–1500 m n.p.m. i wymaga 150–200 cm opadów rocznie. W ciągu 70 lat może osiągnąć 25 m wysokości, nie jest więc zbyt wielki, wytwarza za to twarde, jasnożółte drewno, chętnie wykorzystywane m.in. w budownictwie. Rośliny te pochodzą z Indii i Nepalu, gdzie ich owoce od wieków stosowane są jako najlepszy środek do prania, zmiękczania i dezynfekowania wody.

Ma złożone liście o budowie pierzastej i małe, zielonkawe kwiaty zgromadzone w wiechy (podobnie jak lilak czy owies). Owoce pojawiają się na przełomie lipca i sierpnia i dojrzewają do grudnia. Osiągają średnicę 2–2,5 cm, są żółtobrązowe i zawierają  jedno czarne nasiono. Od stuleci są wykorzystywane do prania, mycia i w medycynie ajurwedyjskiej (będącej starożytną, niekonwencjonalną medycyną hinduską, stanowiącą filozofię życia).

Ze względu na to, że naturalne i pozbawione środków chemicznych  – są przyjazne dla skóry, zwłaszcza wrażliwej i alergicznej oraz odzieży.  Przede wszystkim jednak nie szkodzą środowisku, tak jak popłuczyny po typowym praniu.

Odzież wyprana orzechami piorącymi jest bezzapachowa. Choć niektórzy twierdzą, że nadaje im słabo wyczuwalny zapach octu. Komu to przeszkadza może dodać do łupin parę kropli olejku zapachowego (np. lawenda) lub innego ulubionego.

Wyliczono, że 1 kg łupin orzechów piorących (można je kupić w Polsce) to roczny zapas środka piorącego dla 4-osobowej rodziny, piorącej 2–3 razy w tygodniu! A warto dodać, że zastosowanie orzechów jest znacznie szersze niż tylko do prania w pralce. Można je używać zamiast detergentów w zmywarkach, przygotowywać z nich ciecz do mycia szyb, naczyń, podłóg, preparaty domowej produkcji do prania ręcznego, a nawet mycia włosów i ciała, a nawet pomagają zwalczać szkodniki roślinne, jak np. mszyce. Okazują się być również niezastąpionymi w czyszczeniu biżuterii.

 

Tekst: dr inż. Ewa Zaraś-Januszkiewicz


Galeria zdjęć